Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ta-sklad.wegrow.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
ędzał z

czasopism. – My tu w pokojowych celach – wzruszył ramionami, a reszta chłopaków

ędzał z

- Nie, to jest okropne. Przymierz to... albo tamto! Nie ten kolor! Beznadziejne...
- To czaruś, ale proszę mu nie wierzyć - ostrzegł Edward. - Potrafi być małą bestią.
- Anne? Pokręciła głową.
Aż westchnął z rozmarzeniem, gdy przez głowę przebiegła mu myśl, jakby to było
- Tak - powtórzył Alec. - Coś nowego. Kompani wrócili do hałaśliwej paplaniny. Alec
- Wiedziałam, że muszę się gdzieś schronić, ale bałam się zemsty Michaiła na
widniały jaśniejsze prostokąty po obrazach, które zapewne sprzedano, by właściciel mógł
- Zręczne kłamstwo. Jestem pełen podziwu - rzekł półgłosem.
No po prostu facet o jakim marzy każdy! I do tego te czarne, kręcone włosy, które
- Czemu zawdzięczam twoją wizytę, milady?
- Wspaniale się posługujesz tym gasidłem. Grałaś kiedyś w krykieta?
- Och, to romantyczna historia - odparł nonszalancko. - Kiedy miałem czternaście lat,
życie z kimś, kto pragnął być razem z nią. Zasługiwała na to!
Blaque uśmiechnął się i wtedy Bella dostrzegła prawdziwe wcielenie zła.

- Pytasz o to, czy mam przyjaciółkę, czy mam przyja¬ciela, czy może psa?

Czy aby naprawdę jej nie zależało? Czy nie chciała po¬dobać się Markowi? Oczywiście, że nie! No... Może troszeczkę.
- Obiecuję to pani, panno Dexter.
jedynie pogłaskał dłonią. Przez cały dzień była wtedy smutna i nachmurzona. Mały Książę dostrzegł zmianę w jej
- Sądząc po jej niezdarnym piśmie... - zaczęła Tammy zdławionym głosem. - ...ona chyba też ostro piła.
- Nie rozumiem - powtórzyła bezradnie. - Pan mówi o dziecku, ale gdyby Lara zaszła w ciążę, powiadomiłaby mnie o swoich kłopotach...

- Chyba jeszcze nie, bo wciąż odkrywam coś nowego...
Kapelusz uciskał ją w skronie, wywołując ból głowy, więc Sayre zdjęła go już wcześniej. Rozpuściła również włosy, pozwalając im spłynąć na plecy. Wilgoć w powietrzu sprawiła, że skręciły się w naturalne loki, które zawsze prostowała szczotką i żelazkiem do włosów. Przed chwilą pochwyciła swoje odbicie w lustrze na korytarzu i zauważyła, że znów były w nieposkromionym nieładzie, tak jak w młodości. Promienie słońca wpadające przez wysokie okna oranżerii błąkały się po jej lokach, rozpalając je żywą czerwienią. Beck przyglądał się grze światła na włosach w taki sposób, że Sayre nagle zatęskniła za cieniem. Drażniło ją również to, że musiała odchylać głowę, aby na niego spojrzeć. Alternatywą było przemawianie do sprzączki jego paska. Tak czy owak, była na przegranej pozycji. Postanowiła wyjść i z tą intencją przesunęła się ku brzegowi ławki. - Przepraszam - rzuciła, wstając. - Interesujące imię. Zatrzymała się w pół ruchu i spojrzała na niego przez ramię. - Słucham? - Sayre. Kto ci dał to imię? - Matka. - Rodzinna tradycja? - To po jej prababce ze strony ojca. - Podoba mi się. - Dziękuję. Mnie też. - Przez cały ten czas, od kiedy zacząłem pracować dla waszej rodziny, nie wiedziałem, jak się je wymawia. - Tak, jak się pisze. - Wygląda mi na to, że powinno brzmieć S-a-y-e-r, a nie S-a-y-r-e. - Czy to ma znaczenie? - Najwyraźniej nie. Znów zamierzała wstać, ale zatrzymał ją: - Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie, Sayre przez r-e. Tym razem odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy. - Próbuje pan być miły? - Nie, po prostu podtrzymuję konwersację. Wygląda jednak na to, że cokolwiek bym powiedział, choćby zupełnie błahą rzecz, i tak cię zirytuję. Dlaczego? Westchnęła głośno i skrzyżowała ręce. - Nie przypominam sobie pana pytania. Skinął głową w kierunku pianina. - Potrafisz na tym grać? - Niestety, nie. Gdy miałam osiem lat, matka zapisała mnie na lekcje gry na pianinie i kazała mi ćwiczyć godzinę dziennie, „ponieważ każda młoda dama powinna grać na instrumencie", jak powiedziała. - Sayre uśmiechnęła się na wspomnienie reprymend za to, że nie chciała się uczyć, - Próbowała poskromić moją dzikość serca, ale koniec końców poddała się i uznała, że jestem przypadkiem beznadziejnym. Gra na pianinie wymaga talentu muzycznego i samodyscypliny, których ja nie posiadałam. - Naprawdę? - Przycupnął tuż obok niej, plecami do instrumentu. Siedzieli udo w udo i twarz w twarz. - Brakuje ci samodyscypliny? - Nie miałam jej jako ośmiolatka - odparła oschle. - Od tamtego czasu nieco nadrobiłam zaległości.
- Ale nie nauczy się kochać.
Kobiety, z którymi spotykał się do tej pory, wiedziały doskonale, jakie zasady rządzą układem. Jemu zależało na atrakcyjnej i eleganckiej partnerce, im na statusie przyja¬ciółki księcia. Gdy zaczynały sobie zbyt dużo wyobrażać, Mark wycofywał się, lecz nigdy nie oznaczało to złamania czyjegoś serca. To były doświadczone, światowe kobiety, nieskłonne do sentymentów.
W jego głosie brzmiała autentyczna pasja, a Tammy lu¬biła ludzi z pasją.
- Mamy zjeść kolację tutaj, pamiętaj.
- Och, co za szkoda... W takim razie chyba pójdę na mały spacer.
Róża znowu na chwilę popadła w zadumę. -
Wyjął z jej rąk przechylającą się tacę.

©2019 ta-sklad.wegrow.pl - Split Template by One Page Love